Włączając laptopa w niedzielny poranek stwierdziłem, że coś jest nie tak. Internet nie działał – pojawiał się za to dymek z informacją, że połączenie jest ograniczone lub też wcale połączenia nie ma. UPC ma pewnie problemy – pomyślałem. Zazwyczaj jest tak, że w przypadku jakiejś awarii jest ona usuwana w maksymalnie 2-3 godziny.
Po upływie paru dobrych godzin sytuacja była wciąż ta sama. Stwierdziłem, że jednak muszę wziąć sprawę we własne ręce bo nie wygląda mi to na zwykłą awarię. Zacząłem od sprawdzenia połączenia. Adres IP nadany, więc jednak jakiś kontakt ze światem mój modem ma. Brakowało jednak ustawień DNS-ów. Zacząłem sprawdzać kable – przełączać, podłączać modem przez usb i inne tego rodzaju cuda. Dalej nic. Zniechęcony postanowiłem dalej poczekać. Niestety do końca dnia było bez zmian.
Nazajutrz rano włączyłem laptopa i ponownie ukazał mi się znajomy dymek z informacją, że coś jest nie halo. Zacząłem wyłączać jakieś usługi myśląc, że coś blokuje mi dostęp do netu. Efektó nie było żadnych, więc postanowiłem odpalić live cd Ubuntu. I tu niespodzianka – internet śmiga. Odetchnąłem nieco, bo wiedziałem już, że istota problemu leży na pewno w windowsie. Nie doszedłem jednak do tego co blokuje mi to połączenie. W głowie pojawiła mi się wizja formatu.
Oczywiście głównym podejżanym był firewall i antywirus ale te wyłączyłem, więc wszystko powinno działać. Po chwilowym gapieniu się na uruchomione usługi stwierdziłem, że pomimo wyłączenia tych dwóch programów ich usługi działają nadal. Odpaliłem konfigurację firewalla i szczęka mi opadła… Ustawiona była opcja Block All. Nosz do k… nędzy.
Jeden i pół dnia główkowania tylko dlatego, że firewall przestawił sobie opcje! Tylko jak?! Dlaczego?! Nieomal sformatowałem sobie cały dysk.
Z tej całej historii wynikło tylko to, że zobaczyłem jak jestem uzależniony od internetu – nie chodzi tu o spędzanie całych godzin na robieniu jakichś głupot ale o zwykły kontakt ze światem, o sprawdzenie poczty, komunikatora, wiadomości. Właśnie przez to, że w internecie jest wszystko odzwyczaiłem się od telewizji, radia czy gazet. Poprostu tu jest szybciej (co wcale nie znaczy lepiej) i wygodniej.











