Monthly Archive for March, 2009

Firewallu przebrzydły! Bądźże przeklęty!

Włączając laptopa w niedzielny poranek stwierdziłem, że coś jest nie tak. Internet nie działał – pojawiał się za to dymek z informacją, że połączenie jest ograniczone lub też wcale połączenia nie ma. UPC ma pewnie problemy – pomyślałem. Zazwyczaj jest tak, że w przypadku jakiejś awarii jest ona usuwana w maksymalnie 2-3 godziny.

Po upływie paru dobrych godzin sytuacja była wciąż ta sama. Stwierdziłem, że jednak muszę wziąć sprawę we własne ręce bo nie wygląda mi to na zwykłą awarię. Zacząłem od sprawdzenia połączenia. Adres IP nadany, więc jednak jakiś kontakt ze światem mój modem ma. Brakowało jednak ustawień DNS-ów. Zacząłem sprawdzać kable – przełączać, podłączać modem przez usb i inne tego rodzaju cuda. Dalej nic. Zniechęcony postanowiłem dalej poczekać. Niestety do końca dnia było bez zmian.

Nazajutrz rano włączyłem laptopa i ponownie ukazał mi się znajomy dymek z informacją, że coś jest nie halo. Zacząłem wyłączać jakieś usługi myśląc, że coś blokuje mi dostęp do netu. Efektó nie było żadnych, więc postanowiłem odpalić live cd Ubuntu. I tu niespodzianka – internet śmiga. Odetchnąłem nieco, bo wiedziałem już, że istota problemu leży na pewno w windowsie. Nie doszedłem jednak do tego co blokuje mi to połączenie. W głowie pojawiła mi się wizja formatu.

Oczywiście głównym podejżanym był firewall i antywirus ale te wyłączyłem, więc wszystko powinno działać. Po chwilowym gapieniu się na uruchomione usługi stwierdziłem, że pomimo wyłączenia tych dwóch programów ich usługi działają nadal. Odpaliłem konfigurację firewalla i szczęka mi opadła… Ustawiona była opcja Block All. Nosz do k… nędzy.

Jeden i pół dnia główkowania tylko dlatego, że firewall przestawił sobie opcje! Tylko jak?!  Dlaczego?! Nieomal sformatowałem sobie cały dysk.

Z tej całej historii wynikło tylko to, że zobaczyłem jak jestem uzależniony od internetu – nie chodzi tu o spędzanie całych godzin na robieniu jakichś głupot ale o zwykły kontakt ze światem, o sprawdzenie poczty, komunikatora, wiadomości. Właśnie przez to, że w internecie jest wszystko odzwyczaiłem się od telewizji, radia czy gazet. Poprostu tu jest szybciej (co wcale nie znaczy lepiej) i wygodniej.

Wierzby

Namalowane w ekspresowym tempie (parę godzin). Jakoś tak mnie naszło na olej w stylu akwareli. Może na Allegro ktoś łyknie za parę złociszy :).

Mój Strat.

Będąc jeszcze w Anglii, kupiłem sobie stratocastera. Oczywiście jak to zwykle bywa była to gitara raczej z niskiej półki, jednak za bardzo mi to nie przeszkadzało. Od początku jednak miałem drobne problemy z jedną struną, która za cholerę nie chciała się dostroić. Potem okazało się ,że wszystkie struny jakoś nie bardzo stroją w każdej pozycji.
Zacząłem więc, co jakiś czas dłubać przy moim stracie. Udało mi się ustawić wszystko ,żeby grało jakoś w miarę znośnie.

Jakiś czas temu znów coś dostrajałem ale tym razem skończyło się tak, że gitara była całkowicie rozregulowana. Parę dni temu zebrałem się w sobie i postanowiłem ją dostroić raz a porządnie. Poczytałem nieco więcej na ten temat w internecie. Dowiedziałem się np., że jeśli struny są za wysoko nad progami to może to być powodem nie strojenia we wszystkich pozycjach, albo że jeśli pickupy są za blisko strun to też może to mieć wpływ na złe strojenie. Wcześniej wiedziałem tylko o ustawieniu menzury i regulacji krzywizny gryfu.

Zaopatrzyłem się w śrubokręty, stroik i zacząłem strojenie. Najpierw wyregulowałem menzurę, potem obniżyłem wysokość strun (były dużo za wysoko) i obniżyłem przystawki. Po tych różnych magicznych zabiegach okazało się ,że gitarka stroi jak nigdy wcześniej.

Niestety “chińszczyzna” ma to do siebie ,że nikt nie dba o jakość – ale przy odrobinie chęci można sprawić, że wszystko będzie działało poprawnie. Wiadomo ,że daleko temu do stratów Fendera – dźwięk się nie może równać – ale przynajmniej można pograć nie narażając się na ból głowy :).

Ze spraw codziennych – rozchorowałem się. Nie jest to co prawda jakieś straszne choróbsko, ale daje się nieco we znaki. Głowa mi pęka dziś od samego rana, a zatkany nos to w ogóle zuo, szatan i 666. Na mojej uczelni panuje jakiś przebrzydły wirus który dziesiątkuje studentów. Najśmieszniejsze jest to, że ja bardzo rzadko bywam chory. Ostatni raz miałem grypę czy inne paskudztwo jakieś 3 lata temu. Nie żebym narzekał na swój system odpornościowy, ale czasem fajnie jest się po wylegiwać z ciepłą herbatą ;).