Monthly Archive for April, 2009

Szymbark

Pojechaliśmy wczoraj z rodzicami do Skansenu w Szybarku. Jedyne o czym wiedziałem wcześniej, było tylko to, że znajduje się tam najdłuższa deska na świecie (36,83m), czyli generalnie nudy. Na szczęście okazało się, że skansen jest dużo większy i ma dużo więcej rzeczy do zaoferowania, jak chodźby dom do góry nogami.


Dom “do góry nogami”

Nie wiem jak to zostało zrobione ale w środku domku człowiek traci równowagę. Generalnie wydaje się jakby działał jakiś inny rodzaj grawitacji. Szczególnie nie przyjemne było to w moim skacowanym przypadku (tja, urodziny kumpla dzień wcześniej) i gdybym został w domu dłużej to zapewne poleciał by kolorowy, radosny paw ;).
W Skansenie można znaleźć również dom Sybiraka i kolej którą przewożono ludzi na Syberię. Jest również parę innych atrakcji i można całkiem nieźle zjeść. Polecam wszystkim, którzy nie mają nic do roboty w weekend a chcą gdzieś wyskoczyć i coś ciekawego zobaczyć.

Wieczorem tego samego dnia byłem w teatrze Muzycznym w Gdyni na Chicago, które było fe no me nal ne!

Sto Lat! Sto Lat!

No i przegapiłem. Wpis miał być wczoraj, ale niestety wtorek jest takim dniem, który spędzam na uczelni od rana do nocy. Niemniej jednak dziś blog obchodzi pierwsze urodziny! Data jest nieco umowna, ponieważ blog istniał nieco wcześniej w nieco innej formie, jednak data 21 kwietnia to data pierwszego posta opublikowanego (a raczej zaimportowanego) w tej obecnej blogowej formie :)



100 lat!

Co się zmieniło? Na pewno blog znacznie ‘przyspieszył’ jeśli chodzi o częstotliwość pojawiania się postów. Staram się coś publikować w miarę regularnie, a nie tak jak wcześniej raz na jakiś czas (czasem przez miesiąc była cisza). Wzrosła również liczba czytelników, co mnie niezmiernie cieszy ponieważ nie pisze tego bloga tylko dla siebie. Właściwie dla siebie zostawiam tylko satysfakcję, a dla Was te wszystkie literki.

W przyszłości mam zamiar zainwestować w jakiś płatny hosting, bo rozbijanie się po tych wszystkich darmówkach to jakiś koszmar. Wykupioną domenę już mam, więc nie będzie takiego bólu kiedy będę chciał się przenieść na inny serwer. Ale do tego jeszcze długa droga :)

Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzili tego bloga. To naprawdę miłe uczucie kiedy się sprawdza statystyki i pokazują się różnie miasta z których były wejścia… Poznań, Warszawa (big thx, CoSTa i Walth :) ), sporo jest też wejść z Trójmiasta (przyznać się! kto?) i z innych miejscowości. Parę razy pojawiła się też Wielka Brytania, USA i… Indie :)

Podobno pierwszy rok blogowania jest najcięższy… i chyba coś w tym jest.

Festiwal Teatrów Muzycznych: Yentl

Przez całą szkołę średnią chodziłem na spektakle sceny alternatywnej (chwała za to mojej Polonistce). Spektakle odgrywane na tejże scenie są różnie. Najczęściej można je zaliczyć do sztuk mniej popularnych, awangardowych, czasem abstrakcyjnych. Brak jakiejkolwiek scenografii, niezwykła asceza wizualna (czasem klimat budowany przez świetną grę świateł i muzykę) były bardzo charakterystyczne dla tego rodzaju spektakli.
Tym razem byłem na zgoła innej sztuce. Wstyd się przyznać, ale poszedłem tylko dlatego, że dostałem darmową wejściówkę. Nie żałuję, to było mile spędzone ok. półtorej godziny, aczkolwiek miałem pewne obawy przed “monodramem muzycznym” – za musicalami nie przepadam, więc nie wiedziałem czego się spodziewać.

Yentl to adaptacja opowiadania Isaaca Singera (laureata literackiej nagrody Nobla), na podstawie którego nakręcono film.
Tytułowa Yentl to żydowska dziewczyna, która za wszelką cenę nie chce podzielić losu innych kobiet. Nie interesuje jej gotowanie, roboty domowe i inne tego typu babskie zajęcia. Dziewczyna chce się uczyć. Nie jest to jednak takie proste, gdyż ortodoksyjna tradycja zabrania kobietom wykonywania takich czynności. Po śmierci swojego ojca postanawia się zbuntować i po kryjomu dostać się do jesziwy (szkoły talmudycznej). Obcina włosy, przebiera się za mężczyznę i wyrusza w drogę.

Tak mniej więcej zaczyna się opowieść Yentl. No właśnie, opowieść. Cała historia jest opowiadana przez dojrzałą już kobietę, siedzącą w swoim domu. Co ciekawe, potrafi bardzo wciągnąć. Historia przerywana jest pieśniami w nieco musicalowym stylu. Tutaj należą się wielkie brawa dla Anny Dzionek, odtwórczyni roli Yentl, której śpiew naprawdę powalał. Nic dziwnego, ponieważ pani Dzionek jest czołową solistką Teatru Muzycznego w Łodzi.
Ciężko mi ocenić ten spektakl, ze względu na to, że jestem przyzwyczajony do innego typu teatru, zresztą bywam w nim ostatnio raczej rzadko. Na pewno nie był to zły spektakl. Co to, to nie. Według mnie był to po prostu kawał dobrego, poprawnego teatru. Bez żadnej kichy, ale też bez nadmiernych rewelacji.