Jakiś czas temu zrobiłem kilka projektów logo. Chciałbym tu opisać dwa z nich – a nuż przybliży to komuś sam proces myślowy towarzyszący tworzeniu identyfikacji.
Na pierwszy ogień idzie logo Dolce Momento. Jest to kawiarnio-lodziarnia (albo i sieć lodziarni) gdzieś w Kolumbii. Chodziło o to, żeby było minimalistycznie i niekoniecznie standardowo.
Wymyśliłem sobie, żeby stworzyć sygnet z liter, które układałyby się w kształt rożka lodowego, dzięki czemu w jakimś stopniu udało mi się zbalansować minimalizm i treść. Klient zażyczył sobie również, aby dodać coś związanego z czasem (tak, wypowiedziałem wtedy to magiczne, typowo polskie słowo).
No cóż, nie wygląda to zbyt zachęcająco. Zdecydowanie forma została przekroczona a sam sygnet stał się nieczytelny. Wpadłem jednak na to, aby umieścić małe wskazówki na ostatniej literze ‘o’, dzięki czemu elementy zostały od siebie odseparowane i nie raziły już takim chaosem.
Oczywiście wersji było dużo, dużo więcej – “a może te fonty trochę grubsze? Nie, nie, jednak cieńsze. A może by tak inny odcień brązu?” itd itp.
Kolejnym projektem jest logo firmy Inclusion Matters. Jest to firma prowadząca szkolenia z hm… wzajemnej akceptacji? Nie wiem jak to ująć. Chodzi o to, żeby jeden pracownik nie robił drugiemu na złość. Eh, te szczytne, zachodnie idee. Naturalnie, pierwszym pomysłem jaki wpadł mi do głowy, było kilku ludzi trzymających się za ręce. Wiem, większego banału nie dało się wymyślić. Pomyślałem sobie wtedy, czy dałoby się jakoś inaczej przedstawić słowo Inclusion? Olśniło mnie kiedy bawiłem się trybem mieszania kolorów w Illustratorze. Tak oto powstało logo, które wedle mojej opinii nieco lepiej obrazuje to zjawisko, niż ludziki trzymające się za ręce. Chodzi o to, że każdy kolor, kiedy na siebie nachodzi tworzy jakby kolejny odcień, więc Inclusion (włącznie? wliczenie?) ma znaczenie. :) Najważniejsze, że klientowi ten pomysł się spodobał.












