Archive for the 'Mac' Category

Doniesienia z życia

Zamuliłem ostatnio, blog leży i kwiczy. Nawet nie dlatego, że nie mam czasu, bo mam go pod dostatkiem, ale jakoś nie miałem żadnego pomysłu, co by na bloga wrzucić. Dziś pomyślałem, że warto coś tam nabazgrać, ot żeby pokazać, że jeszcze żyję.

Całkiem porządne, amerykańskie kino sci-fi.

Obejrzałem wczoraj film Cloverfield. Miałem ochotę na jakieś science fiction, jakiś atak obcych i właściwie to dostałem. Film był na prawdę fajny a sposób jego przedstawienia, jak dla mnie, wymiótł. Oto mamy film, w całości kręcony z ręki, w konwencji amatorskiego dokumentu. Facet kręci sobie imprezę pożegnalną kumpla aż tu nagle… nie będę zdradzał faktów, bo film trzeba zobaczyć. Naturalnie, nie chodzi o jakieś wysublimowane kino – jest to raczej kawał dobrego rozrywkowego obrazu. W polskiej wersji film zwie się bodaj Projekt: Monster. Film ma już pewnie parę lat, więc większość z Was go zapewne widziała, jednak pozostałym bardzo polecam.

G33k info

uptime
Co więcej? Moja geekowska natura każe mi się pochwalić uptimem swojego laptopa. Yep, 12 dni i 3 godziny. Chodzi ni mniej, ni więcej o to, że pokochałem funkcję sleep. Genialne rozwiązanie. Mój Hackintosh zasypia i wybudza się błyskawicznie a przy tym, nie zanotowałem jeszcze jakiegokolwiek spadku wydajności. Wiem, że powinno się resetować mniej więcej co tydzień, ale póki działa dobrze, to tego nie robię. Zobaczymy jak długo pociągnie.
Próbowałem się ostatnio przekonać do iPhoto i jakoś, cholera, nie mogę. Picasa mi bardziej pasowała, zresztą nie przepadam za tego rodzaju programami. Mam na swoim dysku porozrzucane różne wersje pojedynczych obrazków i nie da się tego okiełznać w programach typu iPhoto czy Picasa.

Miejsce na Twoją reklamę

Tradycyjnie, zapraszam do oglądania moich nowych akwarel na stronach: http://mwolski.deviantart.com/ lub http://galeria.marcinwolski.tk/.

Do następnego razu!

Nie lubię fanbojów

Szczególnie tych spod znaku jabłka.

Mogłem się o tym nie raz przekonać, chociażby na forum Myapple.pl. Panuje tam dziwna cenzura związana ze słowem Hackintosh. Otóż fanboje (nie mylić z użytkownikami) komputerów marki Mac nie są w stanie ogarnąć tego zjawiska. Instalacja systemu OS X na komputerze innym niż Mac to zwyczajne świętokradztwo i splunięcie na święte oblicze pana Jobsa. Argumenty, że OS X może działać tak samo sprawnie na innych laptopach nie istnieją. My, użytkownicy Hackintoshy łamiemy LICENCJĘ! To tak, jakby biblią podetrzeć sobie dupę. Jesteśmy heretykami. To nie istotne, że w Europie złamanie licencji nie jest przestępstwem. Jedyną konsekwencją jest brak wsparcia od Apple i błogosławieństwa wielkiego Steve’a.

A może fanboje Maków boją się wkroczenia z butami w ich elitarność? Okazuje się, że dla użytkowników Hackintoshy nie komputer jest ważny, lecz system. Błyszczące jabłko dodające fanbojom +100 do lansu nas po prostu nie obchodzi. To system czyni z komputera funkcjonalne urządzenie. Choćby nie wiem jak drogi był komputer, z systemem pokroju DOS-a dużo się nie zrobi. OS X da się zainstalować na PC, więc skoro się da (i nie łamie się prawa) to czemu tego nie zrobić?
Jasne, Maki to świetnie zaprojektowane komputery, jednak nie są warte swojej ceny. Szczególnie w Polsce, gdzie ludzi chcących mieć komputer ze stajni Apple rżnie się w tyłek bez mydła. Fanboje to lubią – dali za swój komputer parę ładnych tysięcy. Kolejne punkty do bycia zajebistymi.

Śmieszy mnie to i żenuje zarazem. To przecież tylko komputery. Brawa należą się jednak firmie Apple za umiejętny marketing. Oto mamy firmę, która ma wyznawców bardziej gorliwych niż niejedna religia. Keynote to święto! Nowe Macbooki Air! Cała blogosfera pieje z zachwytu, wszyscy unisono, wszędzie te same słowa: keynote, macbook air, pełny ekran, amazing, exciting! Dar z niebios. Supermobilny komputerek na swej baterii ledwo trzyma się przy życiu przez kilka godzin, jednak błyszczące jabłko musi oświecać swym blaskiem mdlejący z zachwytu tłum.

It’s not a bug! It’s a feature!

Dysk zewnętrzny WD MyBook

W końcu! Zebrałem się w sobie i zakupiłem dysk zewnętrzny Western Digital MyBook 500GB. Na moim laptopowym, 120-gigowym dysku powoli zaczynało brakować miejsca, tym bardziej, że mam zainstalowane dwa systemy.

Dysk sprawuje się znakomicie. Przy normalnej pracy nie słychać go wcale, natomiast przy kopiowaniu dużej ilości danych trochę pochrupie, jednak wszystko w granicach komfortu. Podłączany jest do laptopa przez USB 2.0 co daje transfery około 30mb/s. Nie jest to dużo, jednak do zwykłego użytkowania wystarcza w zupełności. Jeśli ktoś przewala gigabajty danych w tę i z powrotem to radzę zainteresować się złączem Firewire (albo USB 3.0, które to ponoć coraz mocniej włazi z butami na rynek).

Miałem już okazję przetestować makowe Time Machine. Kosmos. Nie wiem dokładnie, jak to działa (jakieś hard linki czy inne linuksowe wynalazki), ale działa wyśmienicie. Kasujesz plik, strzela Cię piorun, że to jednak nie ten, który trzeba było usunąć, więc po prostu odzyskujesz go z “przeszłości” za pomocą Time Machine. Proste i genialne.

Apropo Maków i dysków zewnętrznych. Miałem dylemat, czy zrobić partycję makową (HFS+) czy windowsową (NTFS). Padło na NTFS ze względu na to, że czasem zdarza mi się użyć Windowsa i chciałbym mieć dostęp do danych na dysku zewnętrznym. Mac OS X obsługuje partycje NTFS za pomocą znanego (szczególnie Linuksiarzom) programu NTFS-3G. Do tej pory go używałem i nie zauważyłem jakichś problemów, jednak po kupnie dużego dysku okazało się, że NTFS-3G strasznie słabo radzi sobie z kopiowaniem większej ilości danych i robi to po prostu zbyt wolno. Lekarstwem okazuje się zdobycie programu (niestety komercyjnego;) ) Paragon NTFS for Mac. Prędkość kopiowania plików jest taka jak na Windowsie (a nawet ciut większa).

Z zakupu jestem bardzo zadowolony, tym bardziej, że dorwałem go okazyjnie na Allegro. Teraz trzeba te połacie gigabajtów czymś zasiać :)