W końcu! Zebrałem się w sobie i zakupiłem dysk zewnętrzny Western Digital MyBook 500GB. Na moim laptopowym, 120-gigowym dysku powoli zaczynało brakować miejsca, tym bardziej, że mam zainstalowane dwa systemy.
Dysk sprawuje się znakomicie. Przy normalnej pracy nie słychać go wcale, natomiast przy kopiowaniu dużej ilości danych trochę pochrupie, jednak wszystko w granicach komfortu. Podłączany jest do laptopa przez USB 2.0 co daje transfery około 30mb/s. Nie jest to dużo, jednak do zwykłego użytkowania wystarcza w zupełności. Jeśli ktoś przewala gigabajty danych w tę i z powrotem to radzę zainteresować się złączem Firewire (albo USB 3.0, które to ponoć coraz mocniej włazi z butami na rynek).

Miałem już okazję przetestować makowe Time Machine. Kosmos. Nie wiem dokładnie, jak to działa (jakieś hard linki czy inne linuksowe wynalazki), ale działa wyśmienicie. Kasujesz plik, strzela Cię piorun, że to jednak nie ten, który trzeba było usunąć, więc po prostu odzyskujesz go z “przeszłości” za pomocą Time Machine. Proste i genialne.
Apropo Maków i dysków zewnętrznych. Miałem dylemat, czy zrobić partycję makową (HFS+) czy windowsową (NTFS). Padło na NTFS ze względu na to, że czasem zdarza mi się użyć Windowsa i chciałbym mieć dostęp do danych na dysku zewnętrznym. Mac OS X obsługuje partycje NTFS za pomocą znanego (szczególnie Linuksiarzom) programu NTFS-3G. Do tej pory go używałem i nie zauważyłem jakichś problemów, jednak po kupnie dużego dysku okazało się, że NTFS-3G strasznie słabo radzi sobie z kopiowaniem większej ilości danych i robi to po prostu zbyt wolno. Lekarstwem okazuje się zdobycie programu (niestety komercyjnego;) ) Paragon NTFS for Mac. Prędkość kopiowania plików jest taka jak na Windowsie (a nawet ciut większa).
Z zakupu jestem bardzo zadowolony, tym bardziej, że dorwałem go okazyjnie na Allegro. Teraz trzeba te połacie gigabajtów czymś zasiać :)









